niedziela, 15 kwietnia 2012

rozdział ;1.

Poczułam na ciele lekki wiaterek, wpadający przez okno wraz z promieniami ciepłego słońca. A tak miło się spało.. Zimny wiatr sprawił, że na moim ciele pojawiły się ciarki, co spowodowało,że przykryłam się kołdrą po samą szyje. Jeszcze chwile poleżałam, ale doszłam do wniosku, że to bezsensu i poszłam do łazienki, ogarnąć swój busz na głowie, który spostrzegłam przechodząc obok lustra. Załatwiłam swoje potrzeby i założyłam ciuchy na trening. Schodząc na dół słyszałam, jak ktoś krząta się w kuchni. weszłam i zostałam przywitana, przez słodkiego, małego Alexa - braciszka Meg.
- Sieść - wykrzyknął, gdy podeszłam do niego i pocałowałam w jego delikatne czółko.
- Oh, cześć - odpowiedziałam uśmiechając się szeroko do niego.
- Hej, chcesz coś zjeść to musisz sama sobie przygotować, bo ja mam się nim zająć i spieszę się do wyjścia na spotkanie z Olivią. Mam nadzieję, że żadnych sprzeciwów? - powiedziała Meg, karmiąc chłopczyka.
Była słodko ubrana .
- Nom luzik.- uśmiechnęłam się - Val w pracy ?
- Tak, niedawno wyszła.
- Spoko, a  wy gdzie się wybieracie z Liv. ?
- Najpierw idziemy na plac zabaw, potem oddaje go w ręce mamy, i pewnie pójdziemy na shake'i do Valerie.
A ty jakieś plany .? Wnioskując z Twojego ubioru, pewnie na tańce? Jak bd wychodzić to plis, zamknij dom, bo my kończymy jeść i idziemy, okey .?
- Szybko się połapałaś, nie ma sprawy. Mam dopiero na 10;00.
- Dopiero, już jest w pół do 10. Chyba, że jesteś taka szybka.
- O Fuck!. Okej, ja zjem i też spadam, bo się spóźnię. - odpowiedziałam i zalałam małą miseczkę z płatkami zbożowymi mlekiem. Pośpiesznie zjadłam, a międzyczasie Meg wyszła z Alexem. Pobiegłam szybko do łazienki umyć zęby, wzięłam z krzesła torbę, już wczoraj spakowaną i wybiegłam z domu wcześniej zamykając drzwi. Po drodze spotkałam koleżankę, która też próbowała zdążyć na zajęcia. Razem weszłyśmy do budynku na salę, gdzie wszyscy tancerze już czekali. Obecnie ćwiczymy układ do festiwalu, który jest za miesiąc.
Po próbie całą paczką mieliśmy iść do parku.
' O nie' - powiedziałam szeptem do sb. Gabrielle-koleżanka- idąca tuż obok usłyszała to i wiedząc o co chodzi, tylko się uśmiechnęła.
Stał tam z tym swoim uśmiechem, po którym można było wywnioskować, że coś knuje. Bałam się! zwyczajnie, po prostu się bałam, że znów mi coś zrobi. Najchętniej wybiegłabym z tamtąd, ale wiedziałam, że to nic nie da. Ostatnio po tym wszystkim byłam cała obolała, że ledwo mogłam się ruszać.
Jak gdyby nigdy nic, podeszłam do niego, pocałowałam z niechęcią i usiadłam, jak najdalej tylko mogłam od niego. Czułam jego wzrok na sobie, ale udając, że nie widzę zajęłam się rozmową z Gabrielle. Ona jest bardzo fajna, polubiłam ją. Od razu przyjęła mnie ciepło, gdy tylko zjawiłam się pierwszy raz na treningu.
Pomijając fakt, że ćpa i piję razem z tą bandą, jest normalną dziewczyną w moim wieku, naprawdę sympatyczną blondynką, z nieziemskimi oczami. Wyrozumiała, miła, czasami szalona, lubi się dużo śmiać. Szkoda mi jej, bo popadła w długi przez to wszystko, no ale to nie jej wina, że wszyscy ją namawiali i chciała być jak inni. Miałaby pewnie podobne problemy do moich, tylko sto razy gorsze, gdyby się sprzeciwiała, jak ja mam z tym nadętym, ale przystojnym Scottem. On też by był całkiem spoko, gdyby nie to, że cały czas jest pod wpływem tego świństwa i przesadnie wali od niego fajkami. Jaka ja jestem głupia, że mu zaufałam, gdyby nie to, że poznał mój sekret, to byłoby inaczej ...
- halo! Pijesz czy nie ?? - zapytał z poirytowaniem jakiś koleś, siedzący obok mnie, wyrywając mnie z myślenia.
- yyy...aa.. no jasne. - wydukałam, mało kojarząc fakty, uśmiechnęłam się nieszczerze i wzięłam od niego butelkę, pełną bordowej cieczy. Upiłam parę łyków i podałam Gab, wykrzywiając się od smaku płynu.
Chciałam się z tąd jak najszybciej wyrwać, ale żadna sensowna wymówka, nie przychodziła mi na myśl. Wiedziałam, że za chwilę mogą się posunąć za daleko i pójdą po gorsze środki. Siedzieliśmy w kółku i po kolei wypijaliśmy wódkę, jakąś nalewkę zwiniętą z domu lub jakieś wino.
- Teraz mam coś lepszego. - uśmiechnął się cwaniacko Scott i wraz z kolegami zaśmiali się. Wyciągnął z kieszeni biały proszek. Teraz miałam już dość wszystkiego i myślałam nad ucieczką. Każdy podawał między sobą czarną rurkę z żarzącym się końcem i napawał się zapachem, wdychając dym w płuca.
Już Gab, podawała mi to, ale na poczekaniu rzuciłam głupi tekst ;
- O kurde , psy,!! Szybko, zwijamy się.- jak na wznak wszyscy się popodnosili i uciekli wgłąb parku, by nikt nic nie zauważył, a ja z Gab szybko rzuciłyśmy się do ucieczki i pobiegłyśmy w kierunku Milkshake City.

                                                                              ***

Uff, najgorsze za mną xd.Jest 1 i już przymierzam się do 2. ;]  Jeśli ktoś wgl. to czyta, to plis bardzo o pozostawienie po sobie komentarza. ;P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz